Maroko – dzień 5

Późnym wieczorem dotarliśmy do miejscowości -Tata. Hotel znaleźliśmy ” z marszu” przy pomocy Google Maps. Niestety Booking.com tutaj nie dziala. Hotel tani i ogromny, warunki- „koszmar”. Pan z recepcji okazał się też naszym kucharzem. 😜 Troszkę baliśmy się o nasze żołądki po zjedzeniu kolacji. Rano szukaliśmy sklepu aby kupić kartę pamięci, niestety oferowano nam karty o wolnym transferze danych. Zahaczylismy też o miejscowy targ. Wyróżnialiśmy się bardzo. Miasteczko jest w stu procentach muzułmańskie, wszyscy chodzą w tradycyjnych strojach i nie docierają tutaj turyści. Jadąc dalej przez góry, mijaliśmy licznie występujące w tym regionie drzewa arganowe. W drodze skosztowaliśmy mandarynek prosto z drzewa i daktyli strąconych z palmy.

Wieczorem dotarliśmy do plaży Legzira, aby podziwiać słynny łuk skalny wdzierający się do Atlantyku. Zjedliśmy tam rybę z grilla i tadżin rybny. Potem już tylko 65 km do miejscowości Tiznit, gdzie czekał na nas piękny hotel, chociaż ukryty za wysokim murem w gąszczu krętych i wąskich uliczek Mediny.

Leave a Reply