Maroko – dzień 6



















Po raz pierwszy jesteśmy wypoczęci i wyspani. Rano zapytaliśmy właściciela hotelu, o najbliższy sklep w którym można kupić kartę pamięci. Pan wykonał jeden telefon i w ciągu 15 minut pojawił się właściciel sklepu z zamówioną kartą. Przedpołudnie spędziliśmy na zwiedzaniu starej Mediny w Tiznicie, ogrodzonej wysokim, warownym murem. Tam też zjedliśmy śniadanie i wypiliśmy pyszną kawę w barze, do którego turyści raczej nie zaglądają.😜 Oglądaliśmy też sklepy oferujace srebrną i złotą biżuterię. W końcu dotarliśmy do najstarszej dzielnicy miasta, w której znajduje się targ owocowo-warzywny. Po raz pierwszy w życiu widzieliśmy ogromne kopce mandarynek i innych cytrusów, usypane na ziemi. Potem już tylko droga do Agadiru urozmaicona mandatem za przekroczenie prędkości (400DH). Agadir przywitał nas ogromnymi korkami i już przy wjeździe wiedzieliśmy, że to nie jest miejsce dla nas. Ogromne, luksusowe hotele, mnóstwo turystów, długie plaże-nuda. Typowy kurort, jak w każdym ciepłym kraju. Po godzinnym spacerze i zakupach wróciliśmy do hotelu. Zatęskniliśmy za tym co było wcześniej. Za tą dzikością, kolorami i zapachami Maroka, za życzliwymi Muzułmanami, brakiem naciągaczy, za przestrzenią, za tradycyjnym marokańskim jedzeniem, a nawet za nie do końca komfortowymi hotelami. Takie Maroko pokochalismy. Agadir to oklepany kurort dla ludzi bez wyobraźni i ciężko by było tu wytrzymać dłużej niż jeden dzień. Jedyny malutki plusik Agadiru, to możliwość zakupu alkoholu.😉

Leave a Reply