Rzym, Włochy

Zima w Islandii była trudna. Więc czas podładować baterie. Akurat linie lotnicze Wizzair wprowadziły nową trasę : Reykjavik – Rzym. Do tego cena 150 zł. w obie strony. W Islandii zero stopni a… w Rzymie 20 🙂 Nie było innej opcji jak kupić bilet i lecieć.

W Rzymie wylądowałem o drugiej w nocy. Transport miejski (metro, autobusy i pociągi) kursują dopiero od 6-ej, więc do hotelu pojechałem taksówką. Po czterech godzinach snu, wyruszyłem zwiedzać wieczne miasto. Po drodze śniadanko i kawa w jednej z tysiąca ulicznych kawiarenek.

1. Pierwszego dnia poszedłem do Koloseum. Niestety bilety trzeba kupić z kilkudniowym wyprzedzeniem. Nawet on-line. Więc obejrzałem z zewnątrz i poszedłem do kolejnej atrakcji – usta prawdy (The mouth of truth). Po drodze napotkałem na piękny ogród różany, gdzie spotkałem bardzo ciekawych , młodych ludzi (On z pochodzenia Polak. Ona z Mołdawii. ) W końcu wylądowałem na wyspie Tybrowej. Tam w spokoju i ciszy zjadłem obiad. (wiecej informacji o wyspie Tybrowej we vlogu na YouTube)

Kolejny etap mojej pieszej wędrówki po Rzymie to Zoo i las bambusowy , który się w nim znajduje.

Jeszcze tylko droga na wzgórze Janikulum (Janiculo) , skąd można podziwiać panoramę całego miasta. Niestety, dopadł mnie tam deszcz. Miałem za sobą juz 25 km na nogach a do hotelu jeszcze 9. Zamówiłem więc Ubera prosto pod fontannę Di Trevi, żeby zjeść tam kolacje i wrócić do hotelu.

2. Kolejnego dnia wybrałem się pieszo do Watykanu, odwiedzając po drodze targ na placu Campo de’ fiori. Spotkałem tam Polaka, pracującego na straganie warzywnym od trzydziestu lat. Po pokonaniu mostu na Tybrze , jestem na placu św. Piotra w Watykanie. Od dziecka zastanawiałem się, co jest z tyłu za Watykanem. W telewizji pokazywany jest zawsze od frontu. Więc spełniłem swoje marzenie i obszedłem Watykan pieszo dookoła. Znalazłem tam zwykły Rzym z osiedlem domków jednorodzinnych. Marzenie spełnione.

3. Trzeciego dnia uciekłem od hałasu wielkiego miasta i tłumów ludzi. Dojechałem pociągiem do ogrodów papieskich w Castel Gandolfo i jeziora Albano. Tylko ja i przyroda. Tego potrzebowałem.

4. Czwarty dzień już w Rzymie. Udało mi się wejść do Panteonu(Świątynia wszystkich bogów), zobaczyć Ołtarz Ojczyzny przy placu Weneckim oraz słynne Schody Hiszpańskie. Pozostała mi jeszcze tylko kolacja i jutro powrót do domu.

Lodowa Grota na lodowcu Vatnajökull

To już moja trzecia wyprawa do groty lodowej na tym lodowcu. I zdecydowanie najlepsza. Tym razem z firmą Guit to Iceland – którą bardzo polecam.

Poprzednia odbyła się w 2019 roku – niestety nie pamiętam nazwy przewodnika.

Wcześniej byłem tam w 2006 roku na dziko.

Zbiórka o godz. 9 rano na parkingu przy słynnej lagunie lodowcowej – Jökulsárlón.

Mała kawa w starym autobusie, ogrzewanym kominkiem i klimatycznie obitym drewnem od środka. Oczywiście, auto nie jest już na chodzie i służy jako kawiarenka.

9.30 zgodnie z czasem – wyruszamy. Jedziemy 12 – osobowym arctic- truckiem na specjalnych balonowych kołach w kierunku lodowca Vatnajokull. Droga jest trudna i bardzo wyboista , ale nie jedziemy po lodzie ani śniegu. Po około pół godzinie, docieramy na miejsce. Czeka nas jeszcze pół godzinny spacer do groty. Jak się wkrótce okaże, spacer będzie bardzo przyjemny. Poprowadzi nas drogą szutrową poprzez górskie strumienie- z których będziemy pić wodę. Otaczają nas góry a przed nami lodowiec. Wejście do groty, robi duże wrażenie. Dookoła nas lód przez który z każdej strony przebija błękitne światło. Dołem groty płynie rzeka o szarym kolorze. Wchodzimy we wszystkie odnogi groty, robiąc przy tym setki zdjęć. Trudno się od tego powstrzymać. Wiem , że jeszcze tam powrócę. Warto.

Południowe Włochy

Zaczynamy nasz jesienny wyjazd na południe Włoch. Startujemy z Krakowa. Jest pierwszy listopada. Po dwóch godzinach lotu docieramy do Neapolu. Jeszcze tylko odbiór samochodu i jedziemy w kierunku zachodniego wybrzeża. Dokładnie do Matery, gdzie mamy pierwszy nocleg.

Miasto przywitało nas gęsta mgłą, która jeszcze bardziej podkreśliła jego wyjątkowy, mroczny charakter. W końcu to skalne miasto. Teraz rozumiem czemu kręcono tu ostatnią część Jamesa Bonda – Nie czas na śmierć.

A ze względu na uderzające podobieństwo do Jerozolimy (o czym przekonaliśmy się dopiero w dzień) Mel Gibson nakręcił tutaj większość scen do Pasji.

Drugiego listopada od razu po śniadaniu zanurzamy się w głąb Matery. Odkrywamy jej drugie oblicze. Wieczorem była mroczna i mglista. Poranek przywitał nas słońcem. Dopiero teraz możemy cieszyć się pięknem miasta oraz ciepłem południowych Włoch (około 20 st. C)

Polignano

Po południu wyruszamy do Polignano nad Adriatykiem. Przez cały czas nie możemy nacieszyć się smakami włoskiej kuchni a owocami morza w szczególności. Polignano słynie dzięki piosence Volare , której wykonawcą był Demenico Modugno w latach 50 -tych. Miasteczko słynie również z restauracji w grocie skalnej z widokiem na Adriatyk.

Monopoli

Następnego dnia jedziemy do Monopoli. Bardzo zachwycił nas piękny port rybacki z charakterystycznymi niebieskimi łodziami.

Arberobello

Jeszcze tego samego dnia jedziemy do Arberobello, które słynie z domków trulli ze stożkowatymi dachami z kamienia. Jest ich tam ponad tysiąc. Niestety pogoda nam nie dopisała. Postanowiliśmy nie zostawać na noc w Arberobello i jeszcze dziś jechać do Salerno na zachodnim wybrzeżu. Chcemy od rana cieszyć się tym pięknym miejscem.

Salerno, Amalfi, Positano, Sorrento

Po porannym spacerze uliczkami oraz promenadą Salerno jedziemy dalej. Czekają na nas bowiem kolorowe domy, usytuowane na stromych zboczach Amalfi i Positano – gdzie zostajemy na noc. Po drodze zatrzymujemy się na moście, w słynnej zatoce Furora. Chcemy tam zrobić kilka ujęć z drona. Niestety uderzamy nim w skały i tracimy na zawsze. Szkoda całego zapisu, który się na nim znajdował. Odzyskaliśmy jedynie jego kopię ze smartfona. Niestety jakość jest bardzo słaba. W Positano czeka na nas pokój z balkonem i pięknym widokiem na miasteczko i plażę. Oczywiście trzeba tam najpierw dotrzeć po 200 m schodach.

Piątego listopada docieramy do Sorrento. Miasto wita nas ogromna ilością cytryn na drzewach. Idąc tym tropem, odwiedzamy urocze sklepiki i degustujemy tradycyjną nalewkę tego regionu – Limoncello. Oczywiście po takim wstępie potrzebna jest porządna włoska kolacja.

Pompeje

Następnego dnia jedziemy zwiedzać słynne Pompeje. Miasto zasypane popiołami z erupcji pobliskiego Wezuwiusza – prawie dwa tysiące lat temu. Niestety trafiliśmy na deszczową pogodę.

Capri

W niedzielę 7 listopada wcześnie rano wsiadamy na prom w Sorrento i płyniemy na wyspę Capri. Tym razem, mamy bardzo ciepły, słoneczny dzień. Wyspa robi na nas ogromne wrażenie. A w szczególności Giardini di Augusto czyli ogrody Augusta i wjazd kolejka krzesełkową na Monte Solaro – Słoneczną górę.

Vestmannaeyjar

Archipelag Vestmannaeyjar leży na północnym Atlantyku 9 km na południe od Islandii. Można do niego dopłynąć promem z Islandii (około 40 min.) Ciekawostka – prom wybudowano w polskiej stoczni i ma napęd elektryczny. Wybraliśmy się na tę przepiękną wysepkę (Heimaey) na dwa dni. Noclegi i transport zapewniła nam firma – PK Campers -którą bardzo polecamy. Trafiliśmy na piękną pogodę. Wspinaczka na górę i oczekiwanie na zachód słońca zrobiło na nas ogromne wrażenie. Odwiedziliśmy też specjalny domek do obserwacji ptaków , który został niemal zawieszony na klifie. Udało nam się również zobaczyć Maskonury które szykują się właśnie do okresu lęgowego. Niestety dwa dni szybko minęły i musieliśmy opuścić wysepkę oraz senne miasteczko.

Wulkan Fagradalsfjall – Islandia

Wulkan Fagradalsfjall wybuchł 19 marca 2021 roku. Postanowiliśmy przyjrzeć mu się z bliska. Zaskoczyła nas świetna organizacja oraz dobre oznakowanie szlaku. Z parkingu szliśmy do wulkanu około dwóch godzin (nie całe 4 kilometry). Za szybą samochodu musieliśmy zostawić wypełniony formularz , przygotowany przez organizatorów z informacją o godzinie wyjścia , przewidywanego powrotu i numerem telefonu. Po dotarciu na wulkan, postanowiliśmy pozostać przy nim aż do zmierzchu. Wulkan nas oczarował. Pomimo ciężkiej przeprawy zamierzamy tam jeszcze powrócić.

Powrót do Wenecji

Po zeszłorocznym, krótkim pobycie w Wenecji, pozostał ogromny niedosyt. Chcieliśmy jeszcze raz poczuć smak, klimat i zapach Wenecji. Włóczyć się bez celu wąskimi uliczkami wzdłuż kanałów, a nawet troszkę się w nich zgubić. Odwiedzić wczesnym rankiem targ rybny i patrzeć na zaspanych mieszkańców idących uliczkami do pracy. Zobaczyć teatr Fenice (Feniks) wybudowany w 1792 r. oraz kościół Santa Maria Della Pieta gdzie grał i tworzył Antonio Vivaldi. Nie mogliśmy też ominąć wspaniałych wysp obok Venecji. Bajkowa i cicha Burano ze swoimi kolorowymi domkami, oraz słynąca z wytopu szkła wyspa Murano.
To wszystko udało nam się zobaczyć w przeciągu kilku słonecznych, marcowych dni. I co ciekawe…chcemy tu jeszcze wrócić.

Grota lodowa – Islandia

Noc spędziliśmy w drewnianym domku w Laugarvatn. Pobudka o 6 rano i wyruszamy w kierunku największego lodowca Europy – Vatnajökull. Podróż zaczęliśmy przed świtem, gdyż o tej porze roku dzień jest bardzo krótki. Chcemy „zarezerwować” cenne promienie słoneczne na eksploracje lodowej groty. Niestety pogoda nam nie sprzyja. Pada śnieg z deszczem i troszkę wieje. Na miejsce (Jökulsárlón) dotarliśmy parę minut po godzinie 12-ej. Czekamy na naszego przewodnika. Po pół godzinnym oczekiwaniu wyruszyliśmy w kierunku groty lodowej specjalnym pojazdem – Arctic truck, przystosowanym do podróżowania po lodzie i grząskim podłożu. Po przybyciu na miejsce okazało się, że to największa grota lodowa w tej części lodowca. W planie była jeszcze jedna jaskinia, niestety pogoda pokrzyżowała nam plany. Okazało się, że grota wypełniona jest po brzegi wodą. Pozostała nam już jedynie droga powrotna. Po przejechaniu prawie 400 km dotarliśmy do naszego drewnianego domku. Jesteśmy potwornie zmęczeni ale szczęśliwi.


Maroko – podsumowanie

Nadszedł dzień powrotu.

Wstaliśmy dziś wcześnie rano i wyruszyliśmy w kierunku lotniska. Mimo ciasnych uliczek droga przez Medynę przebiegła sprawnie gdyż Marakesz jeszcze spał. Przed samym lotniskiem okazało się, że większość ulic jest zamknięta z powodu zorganizowanego biegu i wszędzie stała policja. Z trudem dojechaliśmy. Po odprawie napotkalismy kolejne „schody”. Nasz samolot miał dwie godziny opóźnienia z powodu złej pogody.

Oceniamy nasz pobyt w Maroku jako wielką przygodę, czasem z dreszczykiem, a także lekcję pokory i przetrwania.