Tanzania i Zanzibar

Na pięknej wyspie Zanzibar zaczęła się nasza podróż po Tanzanii, gdzie słońce i turkusowa woda przywitały nas na białych plażach ozdobionych palmami kokosowymi. W oceanie indyjskim odkrywaliśmy tajemnice rafy koralowej, płynąc wśród kolorowych rybek, a ciekawskie delfiny towarzyszyły nam w tej egzotycznej podróży. Zapierające dech w piersiach krajobrazy przemieniły się, gdy opuściliśmy raj Zanzibaru, by podążać w stronę Tanzanii kontynentalnej. Parki narodowe Tarangire i Serengeti ukazały nam bogactwo afrykańskiej przyrody. Podziwialiśmy stada słoni, wysokie szyje żyraf, zebry, gazelle i liczne ptaki, a pośród zieleni wznosiły się majestatyczne Baobaby. W luksusowych hotelach z widokiem na dziką przyrodę doświadczyliśmy niezapomnianych chwil. Ngorongoro i Serengeti ukazały nam piękno natury, gdzie słonie i żyrafy stawały się naszymi codziennymi towarzyszami. Po fascynujących przeżyciach udaliśmy się na plantację kawy, gdzie z miejscową ludnością przygotowywaliśmy kawę od suszenia ziaren po aromatyczną degustację. Zakończenie przygody na Zanzibarze przyniosło zakupy, zwiedzanie Stone Town i zasłużony relaks. W dwadzieścia godzin podróży, z chwilą odpoczynku w Dubaju, wracaliśmy do Polski, bogatsi o wspomnienia niezwykłej podróży po magicznej Tanzanii.

Maroko – dzień 6



















Po raz pierwszy jesteśmy wypoczęci i wyspani. Rano zapytaliśmy właściciela hotelu, o najbliższy sklep w którym można kupić kartę pamięci. Pan wykonał jeden telefon i w ciągu 15 minut pojawił się właściciel sklepu z zamówioną kartą. Przedpołudnie spędziliśmy na zwiedzaniu starej Mediny w Tiznicie, ogrodzonej wysokim, warownym murem. Tam też zjedliśmy śniadanie i wypiliśmy pyszną kawę w barze, do którego turyści raczej nie zaglądają.😜 Oglądaliśmy też sklepy oferujace srebrną i złotą biżuterię. W końcu dotarliśmy do najstarszej dzielnicy miasta, w której znajduje się targ owocowo-warzywny. Po raz pierwszy w życiu widzieliśmy ogromne kopce mandarynek i innych cytrusów, usypane na ziemi. Potem już tylko droga do Agadiru urozmaicona mandatem za przekroczenie prędkości (400DH). Agadir przywitał nas ogromnymi korkami i już przy wjeździe wiedzieliśmy, że to nie jest miejsce dla nas. Ogromne, luksusowe hotele, mnóstwo turystów, długie plaże-nuda. Typowy kurort, jak w każdym ciepłym kraju. Po godzinnym spacerze i zakupach wróciliśmy do hotelu. Zatęskniliśmy za tym co było wcześniej. Za tą dzikością, kolorami i zapachami Maroka, za życzliwymi Muzułmanami, brakiem naciągaczy, za przestrzenią, za tradycyjnym marokańskim jedzeniem, a nawet za nie do końca komfortowymi hotelami. Takie Maroko pokochalismy. Agadir to oklepany kurort dla ludzi bez wyobraźni i ciężko by było tu wytrzymać dłużej niż jeden dzień. Jedyny malutki plusik Agadiru, to możliwość zakupu alkoholu.😉