Lodowa Grota na lodowcu Vatnajökull

To już moja trzecia wyprawa do groty lodowej na tym lodowcu. I zdecydowanie najlepsza. Tym razem z firmą Guit to Iceland – którą bardzo polecam.

Poprzednia odbyła się w 2019 roku – niestety nie pamiętam nazwy przewodnika.

Wcześniej byłem tam w 2006 roku na dziko.

Zbiórka o godz. 9 rano na parkingu przy słynnej lagunie lodowcowej – Jökulsárlón.

Mała kawa w starym autobusie, ogrzewanym kominkiem i klimatycznie obitym drewnem od środka. Oczywiście, auto nie jest już na chodzie i służy jako kawiarenka.

9.30 zgodnie z czasem – wyruszamy. Jedziemy 12 – osobowym arctic- truckiem na specjalnych balonowych kołach w kierunku lodowca Vatnajokull. Droga jest trudna i bardzo wyboista , ale nie jedziemy po lodzie ani śniegu. Po około pół godzinie, docieramy na miejsce. Czeka nas jeszcze pół godzinny spacer do groty. Jak się wkrótce okaże, spacer będzie bardzo przyjemny. Poprowadzi nas drogą szutrową poprzez górskie strumienie- z których będziemy pić wodę. Otaczają nas góry a przed nami lodowiec. Wejście do groty, robi duże wrażenie. Dookoła nas lód przez który z każdej strony przebija błękitne światło. Dołem groty płynie rzeka o szarym kolorze. Wchodzimy we wszystkie odnogi groty, robiąc przy tym setki zdjęć. Trudno się od tego powstrzymać. Wiem , że jeszcze tam powrócę. Warto.

Grota lodowa – Islandia

Noc spędziliśmy w drewnianym domku w Laugarvatn. Pobudka o 6 rano i wyruszamy w kierunku największego lodowca Europy – Vatnajökull. Podróż zaczęliśmy przed świtem, gdyż o tej porze roku dzień jest bardzo krótki. Chcemy „zarezerwować” cenne promienie słoneczne na eksploracje lodowej groty. Niestety pogoda nam nie sprzyja. Pada śnieg z deszczem i troszkę wieje. Na miejsce (Jökulsárlón) dotarliśmy parę minut po godzinie 12-ej. Czekamy na naszego przewodnika. Po pół godzinnym oczekiwaniu wyruszyliśmy w kierunku groty lodowej specjalnym pojazdem – Arctic truck, przystosowanym do podróżowania po lodzie i grząskim podłożu. Po przybyciu na miejsce okazało się, że to największa grota lodowa w tej części lodowca. W planie była jeszcze jedna jaskinia, niestety pogoda pokrzyżowała nam plany. Okazało się, że grota wypełniona jest po brzegi wodą. Pozostała nam już jedynie droga powrotna. Po przejechaniu prawie 400 km dotarliśmy do naszego drewnianego domku. Jesteśmy potwornie zmęczeni ale szczęśliwi.