Cypr-samotna wyprawa ku Słońcu

Nadszedł czas na kolejną samotną podróż – wyzwanie, które zawsze wiąże się z nieznanym i obietnicą przygody. Tym razem czekał na mnie Cypr, kraina podzielona historią, gdzie na drogach rządzi ruch lewostronny, a w powietrzu unosi się zapach morza i orientu. To właśnie stąd, z północnej – dziś tureckiej – części wyspy, ojciec słynnego George’a Michaela wyruszył kiedyś do Anglii, nie wiedząc, że jego syn zapisze się w historii muzyki.

Lądowanie w Larnace było jak przejście przez bramę do innego świata. Na lotnisku czekała już na mnie zamówiona wcześniej taksówka, gotowa zawieźć mnie do hotelu. Szybkie odświeżenie po podróży i już biegłem ulicami miasta, chłonąc każdy promień ciepłego, cypryjskiego słońca. W końcu jeszcze wczoraj byłem w mroźnej Islandii, gdzie zima rozpanoszyła się na dobre. A tutaj? Końcówka listopada, a temperatura przekracza 20 stopni. Raj.

Następnego dnia postanowiłem wypożyczyć skuter, by poczuć wiatr we włosach i zobaczyć wyspę z bliska. Ku mojemu zdziwieniu, jego cena była identyczna jak koszt wynajmu samochodu. Decyzja zapadła w sekundę – trzy dni w czterech kołach, wyzwanie ruchu lewostronnego przyjęte! Pierwszy przystanek: słone jezioro nieopodal lotniska. Tam, wśród lśniącej tafli wody, udało mi się dostrzec flamingi – niczym żywe płomienie na tle spokojnej tafli wody. Po drodze zatrzymałem się na plaży Mackenzie, znanej z lądujących tuż nad głowami plażowiczów samolotów. Metalowe ptaki przelatywały niemal na wyciągnięcie ręki, przypominając, jak blisko można być granicy pomiędzy ziemią a niebem.

Trzeci dzień to już poważniejsza wyprawa – 150 kilometrów na południowo-zachodnie wybrzeże, do wąwozu Avakas. Przemierzając serpentyny dróg, mijałem bezkresne plantacje bananów, zielone oazy wśród surowego, kamienistego krajobrazu. Sam wąwóz przypominał mi Kanion Antylopy w USA – wąskie korytarze wyrzeźbione przez naturę, tajemnicze światło przebijające się przez skały, cisza przerywana jedynie echem własnych kroków.

Ostatni dzień podróży przyniósł prawdziwą zmianę scenerii – ruszyłem na północ, do tureckiej części wyspy. Granicę przekroczyłem w Nikozji, mieście rozdwojonym na grecką i turecką część, gdzie historia i teraźniejszość splatają się w niespokojny, lecz fascynujący rytm. Po tureckiej stronie czekał na mnie inny świat – bazary pełne aromatycznych przypraw, misternie tkane dywany i zapach kawy unoszący się w powietrzu. Zrobiłem spore zakupy, ale najważniejszym momentem było dla mnie doświadczenie tureckiej kuchni – bogatej, aromatycznej, przywołującej wspomnienia dawnych podróży. W tle, jak echo dawnych wieków, rozbrzmiewał głos muezina, wzywający wiernych do modlitwy z minaretu.

To właśnie w takich chwilach czuję, że żyję – kiedy egzotyka splata się z adrenaliną, a ja jestem gdzieś pomiędzy światem, który znam, a tym, który dopiero odkrywam. Cypr, podzielony, a jednak pełen magii, zapisał się w mojej podróżniczej duszy jako miejsce kontrastów, historii i niezwykłych spotkań.

I kto wie… Może jeszcze tu wrócę?